czwartek, 1 listopada 2018

Nie zapomnimy!

      Jan Orlicki

      Nie zapomnimy!
swieczka-ruchomy-obrazek-0098      Stoimy tu
      gdzie są Wasze groby
      A Wy jesteście już wolni
      od tej życia choroby
     
      Jeszcze czujemy
      Waszą bliskość
      Choć czas próbuje
      zgasić ognisko  
      
      Będziemy zawsze 
      tutaj przychodzili  
      Na każdym grobie znicz zapalimy 
      I obiecuję 
      Nie zapomnimy!
  
    

      







niedziela, 29 lipca 2018

O tym, jak trafiłem "szóstkę" w Totolotka (Humoreska)

 Każdy marzy o tym żeby wygrać na loterii. Ja też, o tym marzyłem i grałem w totka. I pewnego dnia...

 



Była wolna sobota. Żona poszła rano do pracy w markecie, a ja obudziłem się dopiero przed dwunastą. 
Wstałem, ogoliłem się i wyszedłem coś przekąsić, a ściślej mówiąc, poleczyć kaca. Po wczorajszej imprezie, którą zrobiliśmy po pracy, suszyło mnie okropnie. 
Po wypiciu setki i paru piw z kolegami, wróciłem do domu kupując po drodze buteleczkę czystej. Tak na wszelki wypadek, może ktoś wpadnie. 
Była godzina szesnasta, gdy włączyłem telewizor, usadowiłem się wygodnie w fotelu, żeby obejrzeć mecz. Po chwili zasnąłem. Pamiętam miałem jakiś... sen, gdy nagle obudził mnie sygnał z telewizora. Spojrzałem, było to akurat losowanie totolotka. 
Przypomniałem sobie, że wysłałem kupon, więc zacząłem sprawdzać. Wszystko szło wspaniale. Pierwszy numer się zgadza, drugi też pasuje. Trzeci..., czwarty... również się zgadzają. 
Potarłem ręce, zrobiłem głęboki oddech, polałem sobie z buteleczki i dalej do sprawdzania. Piąty pasuje. Odruchowo wstałem, zamknąłem oczy... "O Boże!" -pomyślałem. Nalałem sobie jeszcze jednego. Powoli sprawdzałem szósty numer... Tak, jest... jest szóstka! 
Nie mogąc w to uwierzyć, nalałem kolejnego kielicha. Wypiłem - podobno rozjaśnia to umysł. Patrzę, rzeczywiście jest szóstka. Wypiłem znowu i usiadłem w fotelu. 
Nie mogę uwierzyć - powiedziałem do siebie, muszę się uszczypnąć. 
Nie zapomnę tego do końca życia - stało się! Obudziłem się w łóżku. Dochodziła właśnie godzina dwunasta. 
- To niemożliwe, przecież już raz się obudziłem o dwunastej. Postanowiłem uszczypnąć się jeszcze raz. Otwieram oczy, a nade mną pochylona żona, krzyczy: - wstawaj, pijaku! Wstałem z ciężką głową i patrzę na stół, a tam, nie ma kuponu... stoi tylko pusta butelka.

niedziela, 29 kwietnia 2018

Jak tu nie wierzyć w kadzidełko (Humoreska)

Nic mi ostatnio nie wychodzi. Był nie tak dawno taki okres, że nie mogłem chodzić, ponieważ skręciłem nogę w kostce. Jak nie idzie, to nie idzie...

Dobrze, że dzieci są już na swoim i mają dobrą pracę, bo na mnie już od dłuższego czasu nie mogą liczyć. Nie wiem co się stało, ale w pewnym momencie wszystko zaczęło mi się walić. Dwa lata temu straciłem pracę. Żona pojechała do Niemiec, do pracy i do tej pory nie wraca. Po prostu znalazła sobie innego i ma mnie gdzieś. 
Mieszkam sam w domu po rodzicach, który coraz bardziej podupada, nieremontowany już od dawna. Samochód od prawie roku stoi zepsuty. Co się dzieje, co robić? Jak wyjść z tego wszystkiego? Ciągle zadaję sobie te pytania, a odpowiedzi brak. 
Codziennie chodzę szukać pracy i nic. Nieraz zdarza mi się znaleźć jakąś pracę dorywczą, ale to na krótki okres i potem znowu wszystko od początku. Chodzenie i szukanie.Dobrze, że mam jeszcze trochę oszczędności, które pozwalają mi przeżyć te dni bez pracy. 
Pewnego razu idę ulicą, a tu nagle, ktoś mnie zaczepia.
- Cześć! Nie poznajesz? 
Patrzę, a to kolega ze szkoły - Zenek. 
- Cześć! Poznaję, tylko tak się trochę zamyśliłem. 
- Fajnie, że cię widzę. Choć pogadamy, wypijemy piwko. Tu niedaleko jest taki ogródek piwny - powiedział Zenek. 
Poszliśmy. Pijemy piwko, rozmawiamy, a ja się modlę, żeby tylko się nie spytał; - co u ciebie. 
Długo nie trzeba było czekać: Co u ciebie - pyta. 
- Jakby ci to powiedzieć... wszystko mi się zawaliło. 
Opowiedziałem mu, bo co miałem kłamać. Wcześniej czy później dowiedziałby się od kogoś innego. 
- To, choroba... masz pecha. Co ja mówię, to całe stado pechów. 
Masz rację - dodałem - całe stado. 
- Powiem ci jedno - zaczął Zenek. Interesuję się już od dawna zjawiskami paranormalnymi. Takie, wiesz, wahadełka, kadzidełka, przepowiednie itp. Nie mam za dużo czasu, żeby ci o tym dokładnie opowiedzieć, ale wiesz chyba o czym mówię. 
- Wiem, słyszałem co nieco, o tym. 
- Dobrze... Radzę ci, jak będziesz wracał do domu, kup kadzidełka. Jest tu niedaleko taki sklep, więc nie będziesz miał z tym problemu. W domu zapalisz i okadzisz wszystkie pomieszczenia dymem z kadzidełka. Od razu ci się wszystko odmieni na lepsze, zobaczysz, mówię ci. 
Powiem więcej, kup farbę i pomaluj np. okna. Żeby, tak naocznie zacząć odnowę twojego życia. Od razu będzie widać zmianę, a to pociągnie za sobą inne zmiany. Zobaczysz będzie lepiej, odmienisz swoje życie na lepsze.
Wracając do domu, kupiłem kadzidełka, białą farbę na okna, rozpuszczalnik i pędzle. Zjadłem obiad, zapaliłem dwa kadzidełka i tak chodziłem po całym domu. 
Okadziłem wszystkie pomieszczenia bardzo dokładnie i na koniec postawiłem kadzidełka na stole. Stół był zasłany gazetami, ponieważ stała tam już farba i rozpuszczalnik. Zacząłem malować okno. 
Dobrze mi to wychodziło. Cofnąłem się trochę, żeby zobaczyć jak to wygląda i niechcący potrąciłem stół. No i się zaczęło... 
Rozpuszczalnik się rozlał po gazetach, na to spadły kadzidełka i zaczęło się palić. Pobiegłem po wiadro, ale zanim nalałem wody, już się na dobre paliło. 
Zadzwoniłem po straż. Jak przyjechali i ugasili, to okazało się, że spaliło się prawie pół domu. 
Minęły dwa tygodnie, idę kupić farbę na remont domu, a tu znowu spotykam Zenka. 
Od razu pyta, co się u mnie zmieniło. 
Mówię mu, że o mało całego domu nie spaliłem przez te kadzidełka. Po chwili jednak dodałem, że to przez moją nieostrożność. Z
enek od razu zaczął: - Widzisz, widzisz, musiało być dużo zła w twoim domu, że aż trzeba było je ogniem wypalić! Zobaczysz, teraz będzie lepiej, tylko lepiej... 
Słysząc to, nie chciałem dłużej z nim rozmawiać. Powiedziałem, że śpieszę się, bo czeka na mnie kolega, który pomaga mi w odbudowie domu. 
Poszedłem do sklepu po farbę. W sklepie spotkałem znajomego, który ppowiedział mi, że szuka pracownika do swojej firmy. 
Mówię mu, że sam szukam pracy i mogę chętnie dla niego pracować. 
Zgodził się od razu, bo szukał tokarza, a ja mam taki zawód i duży staż. 
Wracając do domu - myślałem; coś się jednak odmieniło. Przed wejściem zajrzałem do skrzynki na listy, a tam list z zagranicy. Otwieram i czytam, a w liście żona pisze, że przeprasza i chce wrócić, że była głupia... Wchodzę do środka, siadam z wrażenia i nie wiem co o tym myśleć.