piątek, 3 sierpnia 2012

Jak tu nie wierzyć w kadzidełko (Humoreska) - Jan Orlicki

Nic mi ostatnio nie wychodzi. Był nie tak dawno taki okres, że nie mogłem chodzić, ponieważ skręciłem nogę w kostce. Jak nie idzie, to nie idzie...

Dobrze, że dzieci są już na swoim i mają dobrą pracę, bo na mnie już od dłuższego czasu nie mogą liczyć. Nie wiem co się stało, ale w pewnym momencie wszystko zaczęło mi się walić. Dwa lata temu straciłem pracę. Żona pojechała do Niemiec, do pracy i do tej pory nie wraca. Po prostu znalazła sobie innego i ma mnie gdzieś. Mieszkam sam w domu po rodzicach, który coraz bardziej podupada, nieremontowany już od dawna. Samochód od prawie roku stoi zepsuty.

Co się dzieje, co robić? Jak wyjść z tego wszystkiego? Ciągle zadaję sobie te pytania, a odpowiedzi brak. Codziennie chodzę szukać pracy i nic. Nieraz zdarza mi się znaleźć jakąś pracę dorywczą, ale to na krótki okres i potem znowu wszystko od początku. Chodzenie i szukanie. Dobrze, że mam jeszcze trochę oszczędności, które pozwalają mi przeżyć te dni bez pracy.

Pewnego razu idę ulicą, a tu nagle, ktoś mnie zaczepia.
- Cześć! Nie poznajesz?
Patrzę, a to kolega ze szkoły - Zenek.

- Cześć! Poznaję, tylko tak się trochę zamyśliłem.
- Fajnie, że cię widzę. Choć pogadamy, wypijemy piwko. Tu niedaleko jest taki ogródek piwny - powiedział Zenek.

Poszliśmy. Pijemy piwko, rozmawiamy, a ja się modlę, żeby tylko się nie spytał;
- co u ciebie.

Długo nie trzeba było czekać: Co u ciebie - pyta.
- Jakby ci to powiedzieć... wszystko mi się zawaliło.

Opowiedziałem mu, bo co miałem kłamać. Wcześniej czy później dowiedziałby się od kogoś innego.
- To, choroba... masz pecha. Co ja mówię, to całe stado pechów. Masz rację - dodałem - całe stado.
- Powiem ci jedno - zaczął Zenek. Interesuję się już od dawna zjawiskami paranormalnymi. Takie, wiesz, wahadełka, kadzidełka, przepowiednie itp. Nie mam za dużo czasu, żeby ci o tym dokładnie opowiedzieć, ale wiesz chyba o czym mówię.
- Wiem, słyszałem co nieco, o tym.
- Dobrze... Radzę ci, jak będziesz wracał do domu, kup kadzidełka. Jest tu niedaleko taki sklep, więc nie będziesz miał z tym problemu. W domu zapalisz i okadzisz wszystkie pomieszczenia dymem z kadzidełka. Od razu ci się wszystko odmieni na lepsze, zobaczysz, mówię ci. Powiem więcej, kup farbę i pomaluj np. okna. Żeby, tak naocznie zacząć odnowę twojego życia. Od razu będzie widać zmianę, a to pociągnie za sobą inne zmiany. Zobaczysz będzie lepiej, odmienisz swoje życie na lepsze.


Wracając do domu, kupiłem kadzidełka, białą farbę na okna, rozpuszczalnik i pędzle. Zjadłem obiad, zapaliłem dwa kadzidełka i tak chodziłem po całym domu. Okadziłem wszystkie pomieszczenia bardzo dokładnie i na koniec postawiłem kadzidełka na stole. Stół był zasłany gazetami, ponieważ stała tam już farba i rozpuszczalnik. Zacząłem malować okno. Dobrze mi to wychodziło. Cofnąłem się trochę, żeby zobaczyć jak to wygląda i niechcący potrąciłem stół. No i się zaczęło...

Rozpuszczalnik się rozlał po gazetach, na to spadły kadzidełka i zaczęło się palić. Pobiegłem po wiadro, ale zanim nalałem wody, już się na dobre paliło. Zadzwoniłem po straż. Jak przyjechali i ugasili, to okazało się, że spaliło się prawie pół domu.

Minęły dwa tygodnie, idę kupić farbę na remont domu, a tu znowu spotykam Zenka. Od razu pyta, co się u mnie zmieniło. Mówię mu, że o mało całego domu nie spaliłem przez te kadzidełka. Po chwili jednak dodałem, że to przez moją nieostrożność.

Zenek od razu zaczął: - Widzisz, widzisz, musiało być dużo zła w twoim domu, że aż trzeba było je ogniem wypalić! Zobaczysz, teraz będzie lepiej, tylko lepiej...

Słysząc to, nie chciałem dłużej z nim rozmawiać. Powiedziałem, że śpieszę się, bo czeka na mnie kolega, który pomaga mi w odbudowie domu. Poszedłem do sklepu po farbę. W sklepie spotkałem innego kolegę, który przekazał mi, że szuka pracownika do swojej firmy. Mówię mu, że sam szukam pracy i mogę chętnie dla niego pracować. Zgodził się od razu, bo szukał tokarza, a ja mam taki zawód i duży staż.

Wracając do domu - myślałem; coś się jednak odmieniło. Przed wejściem zajrzałem do skrzynki na listy, a tam list z zagranicy. Otwieram i czytam, a w liście żona pisze, że przeprasza i chce wrócić, że była głupia...

Wchodzę do środka, siadam z wrażenia i nie wiem co o tym myśleć.



środa, 1 sierpnia 2012

Wywiad z panią Zosią (Humoreska) - Jan Orlicki

Pani Zosia choć jest starszą kobietą lubi wszystkim dawać... nie zwracając uwagi na ludzi.

Pani Zofio...

- Co... kto przychodzi? Panie kochany, różne przychodzą. Małe i duże, różne. Jeden to nawet czarny był. Teraz go nie ma. Gdzieś wyjechał. Panie, mnie wszystkie jednakowe.

- Co... że daje? A no, daje. Ja, panie, kobieta stara, więc co będę żałować. Do grobu przecież tego wezmę, puki co.

- Co... ludzie? Ludzie mnie, panie nie obchodzą. A niech mówią stara wariatka. Będę dawać i tak, bo ich wszystkich lubię. Oni panie... na to, zasługują.

- Co...jakie są? Przecież już mówiłam - różne. A...czy? Tak miłe, nawet bardzo. Zawsze podziękują. Ja tam, panie, nic więcej nie chcę. Wystarczy dobre słowo.

- Co... kiedy przychodzą? Przychodzą co dziennie. Niektórzy nawet parę razy dziennie.

- Co... jak ja to wytrzymuję? Jakoś wytrzymuję. Lubię to i ich lubię i jakoś jeszcze daję radę. Dla mnie panie to przyjemność, tak z młodymi. Ja panie stara baba, a ciągnie mnie do młodych.

- Co... czy lubią to? Chyba tak. Ja kobieta skromna. Niech pan ich zapyta jak przyjdą, czy lubią moje towarzystwo.

- Co... ile im daje? Panie różnie bywa. Jeden chce mniej, drugi więcej. Za dużo to nie daje, żeby nie rozpieszczać. Bo to, wie pan, na łatwiznę to każdy leci.

- Co... kim są! Przeważnie panie to sieroty, dzieci alkoholików z biednych rodzin. Pomagam, panie, bo mam z czego.

- Co... skąd mam? Panie, mój stary zostawił mi dużo pieniędzy, był rzemieślnikiem. Ja zostałam sama na tym świecie. Komu więc mam zostawić - dla państwa? Ja z ludu panie, więc pomagam ludowi.


poniedziałek, 30 lipca 2012

Na kryzys najlepszy jest "Seans" (Humoreska) - Jan Orlicki

Co prawda jest to seans hipnotyczny, ale proszę się nie bać, nie wpadniecie państwo w głęboki trans.

Dzisiejszym seansem chciałbym poprawić, a właściwie sprawić, żeby wasz stosunek do kryzysu i do naszej gospodarki był inny niż do tej pory. Wiem, narzekacie, psioczycie. Od dziś będzie inaczej. Chciałbym zapewnić wszystkich co mają obawy, czytać, czy nie czytać ten tekst, że śmiało możecie go przeczytać. Nie wprowadzi was to w stan hipnozy. A więc do rzeczy - zaczynamy seans.
Raz... jest dobrze. Dwa... wyobraźcie sobie, że jest bardzo dobrze. Trzy... jest bardzo... bardzo... dobrze. Jest kolorowo, w sklepach i marketach pełno towaru, wspaniałe reklamy. Prawda... że nie trudno to sobie wyobrazić. Nawet nie trzeba wyjeżdżać na Zachód. 
Tak... wiem... macie puste portfele. To prawda. Właśnie jestem tu po to, żeby pomóc wam rozwiązać ten problem i pomogę. Musicie mi tylko... uwierzyć.
Wyobraźcie sobie, że macie wypchane portfele. Co...?! Trudno wam to sobie wyobrazić. A więc... spróbujcie, wypchać je papierem wartościowym, to znaczy, najlepiej toaletowym. Śmiało, pchajcie... pchajcie. I co? Już lepiej, prawda. Teraz są grube... wypchane, można powiedzieć - wypasione.
Jest dobrze... macie więc wszystko. Grube portfele, sklepy i markety pełne towarów. Możecie nawet jechać na wczasy za granicę. Z takim portfelem, będziecie kimś ważnym na całym Świecie. Jest dobrze... kryzys wam niestraszny. 
Wielu z was, będzie się teraz zachowywać trochę dziwnie. To nic! To co jest dziwne, jest normalne, a to co normalne jest dziwne. Nie, radzę jednak lecieć teraz do sklepów. Nie warto przerywać seansu, ponieważ można się srogo rozczarować. Za chwilę będę znowu liczył. Na siebie... oczywiście. Na was nie mogę liczyć, ponieważ wy liczycie na mnie, a ja wam gwarantuję, że będzie... jeszcze lepiej.
Jeden... dwa... pięć... dziesięć. Nie zwracajcie uwagi na to jak liczę. Liczę po prostu tak, jak, niektórzy nasi ekonomiści i spece od gospodarki.
Dziewięć... osiem... jedenaście. Teraz nikt, nic złego wam nie zrobi. Jesteście bogaci! Tak, śmiejcie się! To dobrze. Nawet minister finansów i kryzys nie są w stanie zrobić wam cokolwiek złego. Jest dobrze...
Dwanaście... trzynaście. Tak! - to pechowa liczba. To nic, że ceny rosą i inflacja. Jesteście bogaci, macie wypchane portfele... jest dobrze. Będzie jeszcze lepiej! 
Piętnaście... dwadzieścia... dwadzieścia pięć. Po tylu latach będzie jeszcze lepiej. Warto czekać, może będzie u nas Olimpiada. Jest dobrze... będzie jeszcze lepiej!
Jak chcecie wszystko zepsuć... to otwórzcie oczy.