niedziela, 19 sierpnia 2012

Mój nowy Maluch (Humoreska) - Jan Orlicki

Historia ta pochodzi z epoki, kiedy Fiat 126p., był prawdziwym rarytasem. Kupienie go, a właściwie załatwienie, graniczyło z cudem.


Dziś kupiłem Malucha, czyli fiat 126p. i zacząłem się zastanawiać, gdzie go postawić na noc, by go ktoś nie ukradł. Nie mam garażu i mam teraz poważny problem. Lepiej było najpierw kupić garaż, a potem samochód. Nic dzisiaj nie wymyślę, więc trzeba będzie zostawić go pod blokiem. Niestety, nie mogę go postawić pod swoimi oknami, bo tam po prostu nie można. Trudno zostaniesz tu – powiedziałem cicho do niego.


Idąc do swojego mieszkania, wpadłem na pomysł, że lepiej będzie jak odkręcę koła. Tyle jest teraz kradzieży części samochodowych. Odkręciłem koła i zaniosłem do piwnicy. Zabrałem jeszcze akumulator, radio i pokrowce z foteli.


Zastanawiałem się, czy złodziej, który zobaczy samochód bez kół i pusty w środku, nie będzie chciał się włamać do środka, żeby ukraść fotele. Jeżeli tak, to wybije szybę. Szkoda szyb, więc je wyjąłem i zaniosłem do piwnicy.

Po wyjęciu szyb musiałem zdemontować fotele, kierownicę i tapicerkę. Teraz każdy będzie mógł otworzyć bagażnik. Zabrałem więc wszystko z bagażnika, łącznie z pokrywą i zaniosłem do piwnicy.


No tak, jeżeli ktoś zobaczy taki samochód, a właściwie samą karoserię, to może ukraść silnik. Poprosiłem sąsiada, który pomógł mi zanieść silnik i skrzynię biegów do piwnicy. Na szczęście mam dużą piwnicę, ale nie da rady tam wjechać Maluchem - szkoda. Tym sposobem została już tylko sama karoseria, lekka, jak to w Maluchu. Zatem będzie ją można łatwo ukraść.


To właściwie sąsiad patrząc na mnie powiedział; - Choć zaniesiemy ją do piwnicy, bo ktoś może ją podprowadzić.

piątek, 17 sierpnia 2012

DZISIAJ RUSZA EKSTRAKLASA

Oto moja propozycja, nowego modelu buta piłkarskiego na sezon 2012 - 2013 dla  naszych ekstra ligowców.

Napiszcie co o tym sądzicie.

wtorek, 7 sierpnia 2012

Zakład produkcyjny (Humoreska) - Jan Orlicki

To było już ostatnie posiedzenie rady pracowniczej naszego zakładu. Na koniec dyrektor miał ogłosić upadłość.

Przez dłuższą chwilę wszyscy siedzieliśmy w milczeniu. Pierwszy odezwał się przewodniczący rady pracowniczej.
- Proszę państwa, jeżeli ktoś ma jakiś pomysł na ratunek dla naszego zakładu, to proszę powiedzieć to teraz, w przeciwnym razie już za chwilę, dyrektor ogłosi upadłość.

Nadal trwała grobowa cisza. Dało się wyczuć atmosferę przygnębienia i zniechęcenia.
- Proszę państwa, jeżeli nikt nie ma nic do zaproponowania, to kończymy zebranie - powiedział przewodniczący.
- Zaraz, zaraz - odezwałem się nieśmiało. Mam taki pomysł, ale proszę, żebyście się ze mnie nie śmiali.
- Śmiało, proszę mówić - zachęcał mnie sam dyrektor.
- Chodzi mi o to, że zakład nasz jest bardzo stary. Stara hale, maszyny i narzędzia. Dlatego proponuję, żeby zrobić tu żywe muzeum. Zrobimy również sklep z pamiątkami. Wycieczki, które tu będą przyjeżdżać zobaczą, jak kiedyś się pracowało. Na jakich maszynach i jakimi narzędziami, a drobne wyroby będą sprzedawane w naszym sklepie jako pamiątki. Tu w okolicy nie ma żadnego muzeum, więc może coś z tego będzie. Zawsze to coś nowego, potrzebna będzie tylko dobra reklama. Jak dobrze pójdzie, to jeszcze może kogoś zatrudnimy.

Poczułem wielką ulgę, usiadłem i uważnie przyglądałem się wszystkim. Wyglądali jakby nabrali wody w usta. To ich po prostu zatkało, lecz w oczach pojawiły się iskierki nadziei. Teraz głos zabrał dyrektor.
- Wie pan - nie krył swego uśmiechu zadowolenia - to bardzo dobry pomysł. Wiem nawet kogo jeszcze zatrudnimy na początek. To musi być... jakiś spec od reklamy. Brawo! Brawo! Proszę pana...
Nie wiem kto pierwszy zaczął klaskać, lecz później, klaskali już wszyscy.

Dziś jestem przewodniczącym w zarządzie spółki z.o.o. "Muzeum produkcji", a w wolnych chwilach oprowadzam wycieczki...