
niedziela, 5 sierpnia 2012
piątek, 3 sierpnia 2012
Jak tu nie wierzyć w kadzidełko (Humoreska) - Jan Orlicki
Nic
mi ostatnio nie wychodzi. Był nie tak dawno taki okres, że nie
mogłem chodzić, ponieważ skręciłem nogę w kostce. Jak nie
idzie, to nie idzie...
Dobrze,
że dzieci są już na swoim i mają dobrą pracę, bo na mnie już
od dłuższego czasu nie mogą liczyć. Nie wiem co się stało, ale
w pewnym momencie wszystko zaczęło mi się walić. Dwa lata temu
straciłem pracę. Żona pojechała do Niemiec, do pracy
i do tej pory nie wraca. Po prostu znalazła sobie
innego i ma mnie gdzieś. Mieszkam sam w domu po rodzicach, który
coraz bardziej podupada, nieremontowany już od dawna. Samochód od
prawie roku stoi zepsuty.
Co się dzieje, co robić? Jak wyjść
z tego wszystkiego? Ciągle zadaję sobie te pytania, a odpowiedzi
brak. Codziennie chodzę szukać pracy
i nic. Nieraz zdarza mi się znaleźć jakąś pracę
dorywczą, ale to na krótki okres i potem znowu wszystko od
początku. Chodzenie i szukanie. Dobrze, że mam jeszcze trochę
oszczędności, które pozwalają mi przeżyć te dni bez
pracy.
Pewnego
razu idę ulicą, a tu nagle, ktoś mnie zaczepia.
- Cześć! Nie
poznajesz?
Patrzę, a to kolega ze szkoły - Zenek.
-
Cześć! Poznaję, tylko tak się trochę zamyśliłem.
- Fajnie,
że cię widzę. Choć pogadamy, wypijemy piwko. Tu niedaleko jest
taki ogródek piwny - powiedział Zenek.
Poszliśmy. Pijemy
piwko, rozmawiamy, a ja się modlę, żeby tylko się nie spytał;
-
co u ciebie.
Długo nie trzeba było czekać: Co u ciebie -
pyta.
- Jakby ci to powiedzieć... wszystko mi się
zawaliło.
Opowiedziałem mu, bo co miałem kłamać.
Wcześniej czy później dowiedziałby się od kogoś innego.
-
To, choroba... masz pecha. Co ja mówię, to całe stado pechów.
Masz rację - dodałem - całe stado.
- Powiem ci jedno - zaczął
Zenek. Interesuję się już od dawna zjawiskami paranormalnymi.
Takie, wiesz, wahadełka, kadzidełka, przepowiednie itp. Nie mam za
dużo czasu, żeby ci o tym dokładnie opowiedzieć, ale wiesz chyba
o czym mówię.
- Wiem, słyszałem co nieco, o tym.
-
Dobrze... Radzę ci, jak będziesz wracał do domu, kup kadzidełka.
Jest tu niedaleko taki sklep, więc nie będziesz miał z tym
problemu. W domu zapalisz i okadzisz wszystkie pomieszczenia dymem z
kadzidełka. Od razu ci się wszystko odmieni na lepsze, zobaczysz,
mówię ci. Powiem więcej, kup farbę i pomaluj np. okna. Żeby, tak
naocznie zacząć odnowę twojego życia. Od razu będzie widać
zmianę, a to pociągnie za sobą inne zmiany. Zobaczysz będzie
lepiej, odmienisz swoje życie na lepsze.
Wracając
do domu, kupiłem kadzidełka, białą farbę na okna, rozpuszczalnik
i pędzle. Zjadłem obiad, zapaliłem dwa kadzidełka i tak chodziłem
po całym domu. Okadziłem wszystkie pomieszczenia bardzo dokładnie
i na koniec postawiłem kadzidełka na stole. Stół
był zasłany gazetami, ponieważ stała tam już farba
i rozpuszczalnik. Zacząłem malować okno. Dobrze mi to wychodziło.
Cofnąłem się trochę, żeby zobaczyć jak to wygląda i niechcący
potrąciłem stół.
No i się zaczęło...
Rozpuszczalnik się rozlał po
gazetach, na to spadły kadzidełka i zaczęło się palić.
Pobiegłem po wiadro, ale zanim nalałem wody, już się na dobre
paliło. Zadzwoniłem po straż. Jak przyjechali i ugasili, to
okazało się, że spaliło się prawie pół domu.
Minęły
dwa tygodnie, idę kupić farbę na remont domu, a tu znowu spotykam
Zenka. Od razu pyta, co się u mnie zmieniło. Mówię mu, że o mało
całego domu nie spaliłem przez te kadzidełka. Po chwili jednak
dodałem, że to przez moją nieostrożność.
Zenek od razu
zaczął: - Widzisz, widzisz, musiało być dużo zła w twoim domu,
że aż trzeba było je ogniem wypalić! Zobaczysz, teraz będzie
lepiej, tylko lepiej...
Słysząc to, nie chciałem dłużej z
nim rozmawiać. Powiedziałem, że śpieszę się, bo czeka na mnie
kolega, który pomaga mi w odbudowie domu. Poszedłem do sklepu po
farbę. W sklepie spotkałem innego kolegę, który przekazał mi, że
szuka pracownika do swojej firmy. Mówię mu, że sam szukam pracy i
mogę chętnie dla niego pracować. Zgodził się od razu, bo szukał
tokarza, a ja mam taki zawód i duży staż.
Wracając do domu
- myślałem; coś się jednak odmieniło. Przed wejściem zajrzałem
do skrzynki na listy, a tam list z zagranicy. Otwieram i czytam, a w
liście żona pisze, że przeprasza i chce wrócić, że była
głupia...
Wchodzę do środka, siadam z wrażenia i nie wiem
co o tym myśleć.
czwartek, 2 sierpnia 2012
środa, 1 sierpnia 2012
Wywiad z panią Zosią (Humoreska) - Jan Orlicki
Pani
Zosia choć jest starszą kobietą lubi wszystkim dawać... nie
zwracając uwagi na ludzi.
Pani Zofio...
- Co... kto przychodzi? Panie kochany, różne przychodzą. Małe i duże, różne. Jeden to nawet czarny był. Teraz go nie ma. Gdzieś wyjechał. Panie, mnie wszystkie jednakowe.
- Co... że daje? A no, daje. Ja, panie, kobieta stara, więc co będę żałować. Do grobu przecież tego wezmę, puki co.
- Co... ludzie? Ludzie mnie, panie nie obchodzą. A niech mówią stara wariatka. Będę dawać i tak, bo ich wszystkich lubię. Oni panie... na to, zasługują.
- Co...jakie są? Przecież już mówiłam - różne. A...czy? Tak miłe, nawet bardzo. Zawsze podziękują. Ja tam, panie, nic więcej nie chcę. Wystarczy dobre słowo.
- Co... kiedy przychodzą? Przychodzą co dziennie. Niektórzy nawet parę razy dziennie.
- Co... jak ja to wytrzymuję? Jakoś wytrzymuję. Lubię to i ich lubię i jakoś jeszcze daję radę. Dla mnie panie to przyjemność, tak z młodymi. Ja panie stara baba, a ciągnie mnie do młodych.
- Co... czy lubią to? Chyba tak. Ja kobieta skromna. Niech pan ich zapyta jak przyjdą, czy lubią moje towarzystwo.
- Co... ile im daje? Panie różnie bywa. Jeden chce mniej, drugi więcej. Za dużo to nie daje, żeby nie rozpieszczać. Bo to, wie pan, na łatwiznę to każdy leci.
- Co... kim są! Przeważnie panie to sieroty, dzieci alkoholików z biednych rodzin. Pomagam, panie, bo mam z czego.
- Co... skąd mam? Panie, mój stary zostawił mi dużo pieniędzy, był rzemieślnikiem. Ja zostałam sama na tym świecie. Komu więc mam zostawić - dla państwa? Ja z ludu panie, więc pomagam ludowi.
wtorek, 31 lipca 2012
poniedziałek, 30 lipca 2012
Na kryzys najlepszy jest "Seans" (Humoreska) - Jan Orlicki
Co prawda jest to seans hipnotyczny, ale proszę się nie bać, nie wpadniecie państwo w głęboki trans.
Dzisiejszym
seansem chciałbym poprawić, a właściwie sprawić, żeby wasz
stosunek do kryzysu i do naszej gospodarki był inny niż do tej
pory. Wiem, narzekacie, psioczycie. Od dziś będzie inaczej.
Chciałbym zapewnić wszystkich co mają obawy, czytać, czy nie
czytać ten tekst, że śmiało możecie go przeczytać. Nie
wprowadzi was to w stan hipnozy. A więc do rzeczy - zaczynamy
seans.
Raz... jest dobrze. Dwa... wyobraźcie sobie, że jest
bardzo dobrze. Trzy... jest bardzo... bardzo... dobrze. Jest
kolorowo, w sklepach i marketach pełno towaru, wspaniałe reklamy.
Prawda... że nie trudno to sobie wyobrazić. Nawet nie trzeba
wyjeżdżać na Zachód.
Tak... wiem... macie puste
portfele. To prawda. Właśnie jestem tu po to, żeby pomóc wam
rozwiązać ten problem i pomogę. Musicie mi tylko...
uwierzyć.
Wyobraźcie sobie, że macie wypchane portfele. Co...?!
Trudno wam to sobie wyobrazić. A więc... spróbujcie, wypchać je
papierem wartościowym, to znaczy, najlepiej toaletowym. Śmiało,
pchajcie... pchajcie. I co? Już lepiej, prawda. Teraz są grube...
wypchane, można powiedzieć - wypasione.
Jest dobrze... macie
więc wszystko. Grube portfele, sklepy i markety pełne towarów.
Możecie nawet jechać na wczasy za granicę. Z takim portfelem,
będziecie kimś ważnym na całym Świecie. Jest dobrze... kryzys
wam niestraszny.
Wielu z was, będzie się teraz
zachowywać trochę dziwnie. To nic! To co jest dziwne, jest
normalne, a to co normalne jest dziwne. Nie, radzę jednak lecieć
teraz do sklepów. Nie warto przerywać seansu, ponieważ można się
srogo rozczarować. Za chwilę będę znowu liczył. Na siebie...
oczywiście. Na was nie mogę liczyć, ponieważ wy liczycie na mnie,
a ja wam gwarantuję, że będzie... jeszcze lepiej.
Jeden...
dwa... pięć... dziesięć. Nie zwracajcie uwagi na to jak liczę.
Liczę po prostu tak, jak, niektórzy nasi ekonomiści i spece od
gospodarki.
Dziewięć... osiem... jedenaście. Teraz nikt, nic
złego wam nie zrobi. Jesteście bogaci! Tak, śmiejcie się! To
dobrze. Nawet minister finansów i kryzys nie są w stanie zrobić
wam cokolwiek złego. Jest dobrze...
Dwanaście... trzynaście.
Tak! - to pechowa liczba. To nic, że ceny rosą i inflacja.
Jesteście bogaci, macie wypchane portfele... jest dobrze. Będzie
jeszcze lepiej!
Piętnaście... dwadzieścia...
dwadzieścia pięć. Po tylu latach będzie jeszcze lepiej. Warto
czekać, może będzie u nas Olimpiada. Jest dobrze... będzie
jeszcze lepiej!
Jak chcecie wszystko zepsuć... to otwórzcie
oczy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























